28 września 2007

Love x 2

Wśród wietrznych istot, które spotkałem na swojej drodze istniały dwie, które w jakimś tam stopniu kochałem. Pierwszą miłością młodzieńczą i szaloną, drugą nieco dojrzalszą, ale też szaloną ;) I to obie mnie rzuciły... I dla obu nagrałem kawałki pożegnalne... Jeden nienawistny, drugi rozpaczliwy... Można to tłumaczyć tym, że pierwszy z z nich został nagrany, gdy miałem 17 lat, a drugi gdy 24. Oto kawałki:

1998 rok
(zgadza się, to nie pomyłka, nagrywam rap od prawie 10 lat)
Dla Natalii
(kliknij aby posłuchać lub zapisać):
/ suko_NEIVIL.mp3 /

2006
Dla Małgorzaty
Ksiaze z bajki


Pierwsza dziewczyna jest po rozwodzie, nie ma dzieci z tego co wiem, a druga wręcz odwrotnie, bez rozwodu póki co, za to w ciąży ze swoim mężem (kurcze nie wiem czemu ani jedna ani druga na swoje wesela mnie nie zaprosiły ;). Pozdrawiam obie.

...Reszta jest milczeniem...

Lilia 4-ever

Raz w życiu byłem na dziwce, co sądząc po swoich znajomych raczej rekordem nie jest. Ponadto kiedyś na Red Light District w Holandii taka fajna mulatka chciała mi obniżyć stawkę z 50 euro do 30 euro, bo się jej spodobałem, ale wtedy się nie skusiłem, bo nie jestem zwolennikiem tego typu usług.
Jednak pewnego letniego dnia tego roku sperma zbyt mocno uderzyła mi do głowy i postanowiłem skorzystać z faktu istnienia tego najstarszego zawodu świata. I od razu powiem: nigdy więcej.
Znalazłem ładną niunię, zadzwoniłem i poszedłem. I od razu na wstępie słyszę:
- Oj. Wiesz co, mam tylko pół godzinki dla ciebie... bo tam już ktoś czeka.
A ja pytam czyli ile? A ona, że 100. A za godzinę 150, więc odzywa się we mnie skąpstwo i mówię, że umawialiśmy się na godzinkę przecież. Ona mówi no dobrze, ale przyjdź później.
No to pojechałem do miasta, załatwiłem jakieś rzeczy (chyba garnitur kupowałem na jakieś wesele czy coś). Załatwiłem i wracam. I widzę tą czarnowłosą piękną niunię z dużymi piersiami ubraną w strój Ewy... i widzę też, że zmęczona jest... Mówi z nadzieją w głosie:
- Myślałam, że nie przyjdziesz...
Heh. Ale przyszedłem biedna zagubiona istoto. Niestety przyszedłem. - myślę.
Po krótkiej rozmowie zaplaciłem i przeszliśmy do rzeczy, a ona co chwila że... musi się wysmarkać (sic!). I cały czas wstawała i smarkała. Nie wiem jak Wy, ale ja aż tak zboczony nie jestem... ale mówię no nic, może naprawdę jest chora. Więc jak już se smarknęła to położyła się. Ja mówię - wskocz na mnie, a ona, że nie ma siły (sic!). No nic. Trudno. Zatem zaczynam całować jej piersi, a ona:
- Nie liż mnie tak... Kurwa całą mnie ośliniłeś!
Wkurw narasta, podniecenie spada, ale nic... mówię - oj, sorki...
I dalej działam.
Zadziałałem.
Odpoczywam.
A ona mówi, że mogę już iść. A ja mówię jak to? Przecież godzina miała być, zostało jeszcze 40 minut. A ona: no tak, ale w godzinie jest jeden raz przecież.
No to się wkurwiłem i ją zbluzgałem. Myślałem, że pójdzie do ochroniarza i wyjebią mnie na zbity pysk... ale nie... Wyobraźcie sobie, że co innego się wydarzyło... Coś zupełnie innego.
Popłakała się......
Biedna zagubiona istota...
Wstałem, ubrałem się i wyszedłem. Ochroniarz nie był potrzebny, sumienie wystarczyło.
Na przystanku jednak cały czas zastanawiałem się, czy udawała jedynie czy też rzeczywiście zrobiło jej się smutno. Po chwili jednak przypomniał mi się film "Lilia 4-ever" autora "Fucking Amal" i przestałem się zastanawiać. Byłem pewien.
Nigdy więcej nie zapłacę za seks. Przecież nie muszę.

P. S. Wiecie co to jest "zegar"? Heh. Ja się ostatnio dowiedziałem i... w sumie sex party może kiedyś tak, ale dziwkę już nie. Serio. Pozdro.
P. S. 2. Dla wszystkich zagubionych istot: http://www.uczucie.yoyo.pl/ Yoł, yoł ;)

26 września 2007

Pragnąc dobra... /NE na Śląsku c. d./

Wczoraj w nocy wróciłem do Łodzi. Jadąc PKS-em wspominałem swój pobyt na Śląsku i parę rzeczy sobie uświadomiłem.
Jestem idealistą, infantylnym Don Kichotem: pragnę dawać ludziom dobro, pragnę by się zmienili. Tak też było na egzaminie. Podchodzę do kolegi z pierwszego roku (dziś już drugiego) i mówię mu co myślę o jego pracy na planie. Mówię szczerzę, bo widziałem jakie miał problemy, jaki chaos panował u niego. Chcę dobrze. A on to odbiera wręcz odwrotnie. Mówi: ja już Cię nie chcę słuchać, po co wyładowujesz na mnie swoje frustracje? Ja mówię, że to nie frustracje, tylko chcę Ci pomóc, bo widzę że miałeś takie same problemy jak ja na pierwszych planach. A on, że nie chcę mi się już z Tobą gadać. No to ja się wkurwiłem (patrz post: Czas Ludzi Letnich) i mówię: chuj Ci w dupę... Prawie się pobiliśmy... Pragnąc dobra czynię zło. Niestety.
Generalnie wyznaję zasadę, że żeby do kogoś coś dotarło trzeba przypierdolić prosto z mostu. Nie ma, że boli. Nie trawię kolesi, którzy mówią swe uwagi za plecami o danej osobie, zamiast powiedzieć im to w twarz, jak to miało miejsce dzień później: kolega o utalentowanym koledze, który mimo, że zrobił świetny film dostał niestety trójkę powiedział bardzo fajną rzecz, którą tamten powinien usłyszeć, nie ja, czy profesor /pozdro Filip/...
Człowiek człowiekowi wilkiem. Patrzysz komuś w oczy i nie wiesz co naprawdę myśli, okazuje się to dopiero jak Cię już nie ma podczas dyskusji...
A może się mylę? Może niewiedza jest błogosławieństwem? Inny kolega (pozdro Krzysztof) mówi: największą przysługą jaką zrobisz drugiemu człowiekowi jest to, że się od niego odpierdolisz...
Coś w tym jest chyba... Może ja myślę w inny sposób, bo chcę wiedzieć co myślą o mnie inni i wydaje mi się że inni chcą też to wiedzieć. Innymi słowy ja chcę stawać w prawdzie... A Wy?
Pozdro.

P. S. Pozdro dla chłopaków z drugiego roku wyrzuconych ze studiów: nie łamcie się... filmy można robić bez szkoły. Wystarczy chcieć. Peace.

Silesia oznaczona ;)

Wczoraj i przedwczoraj byłem w Katowicach na egzaminie kolegów z reżyserii... I nabroiłem... Podobno szef kina ściga mnie za cytuje "bazgroły w kiblu", gdzie przyznaje umieściłem taga z linkiem do tego bloga. Jednak czemu instytucja artystyczna pragnie tępić art-blog? Powinna raczej go wspierać... Chociażby dlatego, że ją w tym miejscu rozreklamuje: chodzi o Centrum Sztuki Filmowej dawne kino Kosmos. [w tym miejscu wspomnę, że owa instytucja nie chciała wydać rzeczy koledze, za to że nabazgrałem... heh, chcieli kasę - pieniądz rządzi światem jak go zdobyć by się nie stać automatem] Co prawda tak do końca to nie dziwi mnie ich postawa, bo w końcu tagowanie to niszczenie ich mienia, ale bardzo dziwi mnie postawa kolegów pseudoartystów filmowców: po co bazgrzesz, ile ty masz lat? - mówią... No cóż ja odpowiadam, że to sztuka ulicy... świadomy akt woli a nie bazgroły szczeniaka, że kocha jakąś niunie. A jeden z operatorów mówi: "jak Cię złapią to przestaniesz bazgrać". Co się dziwić, chłopak przed operatorką skończył prawo. Społeczniak z niego. Tagowanie i wlepki uważam za akt kreacji. W PRL-u ścigano twórców za opozycyjną sztukę, w dzisiejszych czasach ściga się grafficiarzy za wandalizm. Nie twierdzę, że jestem graficiarzem - jak już mówiłem jestem zwykłym chłopakiem z odrobiną talentu, ale pozdrawiam malujących na murach sztukę (dla nieuświadomionych tag jest elementem graffitti), którzy uciekają przed policją lub dotają pałami od SOKistów. Sztuka ta jest zajebista, bo nierozerwalnie związana z uczuciem adrenaliny, dlatego zawsze będę ją wspierał. Pozdro.

23 września 2007

KON-TRAST W NAS

__________________________________

Błysnęły płomienie w świetlistych pochodniach
Orkiestra zagrała radosną pieśń
W cyrkowym namiocie zabrzmiała melodia
I wżarła się w serca zatrute jak pleśń

I ludzie spojrzeli, spojrzeli po sobie
Ich miny w uśmiechy poczęły się wić
Zerwani do cyrku, nie leżą już w grobie
Bo im tak po prostu zachciało się żyć

I wyszedł tu smutny Pierre nocy bez dnia
Lecz obok pojawił się Clown malowany
W uśmiechu powity, powity do cna
I bić się zaczęli, aż kurzu tumany
Rozniosły po sali dźwięk śmiechu: HAHA…

I płaczu i zgrzytu ludzkich uniesień
Emocji przeciwieństw dzielonych przez dwa
Jak zima i lato, jak wiosna i jesień
Gdzie miłość to ty, nienawiść to ja

Publiczność z zachwytu z krzeseł aż wstała
Patrzała, słuchała
Bić brawo zaczęła
Płakała, klaskała
Tak jakby płynęła

Lecz w morzu toksycznym - widocznie
Bo z oczu i uszu wnet wyszły wyrocznie
Robaki… glizdy…Właśnie w takiej postaci
Bo życie w tej walce każdy z nas traci

Kto nie wie czy żyje czy umarł zawczasu…
W rękawie nie znajdzie pomocnych już asów
I za tą niewiedzę - gorzko zapłaci...
Zarówno dorośli, jak i małolaci...


wersja w mp3: sad_ostateczny.mp3

22 września 2007

PseudoAnioleckom podcinam skrzydelka...az krew bryzga...

Dobra. Trzeba coś tu wyjaśnić.
Uprzejmie proszę by fałszywy Aniołecek z komentarzy pod postem "Kompleks Prometeusza /CHWD Artystom"" ujawnił swe prawdziwe diabelskie oblicze. W przeciwnym razie będę musiał wprowadzić konieczność podawania maili przy komentarzach bo wkurwia mnie annnonimowosc ludzi których znam i którzy nie chcą przyznać się do prawdy kim są wiedząc kim ja jestem.
Mając maila bede chociaż wiedział jakie miasto: Katowice Sieradz Świdnica Trzebinia, Kraków ,Zduńska wola, Łodz czy Warszawa, czy inne zadupie.

Kolejna rzecz jest taka: ktoś czytał moje wiadomości na gadu. Mam na to dowód. Mam też zioma z psychologii, który innemu włamał sie na gadu i zmieniał mu opisy np. świerzb na jajach. Heh. Dziecinada. Jest najbardziej podejrzany i pierdolę, co piszesz w komentarzach, ziomuś. Muszę Cię zmartwić ziomuś: osiągne. Ba, już osiągnąłem więcej od Ciebie. To nie paranoja to fakty.

Dlatego też odtąd only skype. Wam też radzę jebać gadu.

Ponadto kolejnej Ściemy doznałem dzisiejszego dnia. Sciemy przez duze "Ś". Czemu kobiety kłamią? Chyba kompleksy. A faceci? Dla jaj?

Nie ważne. Ważne jest jedno: "nadzieja matką głupich, jestem wśród nich". Łudziłem się, że ludzie są uczciwi, lecz prawda jest inna. Ludzie kłamią. Oj kłamią, mózgi mamią... Czy ten świat to matrix? Nie wiesz czy uśmiech Twego dobrego zioma jest prawdziwy. Żałosne.
Wkurwiłem się bo nie trawię kłamstwa. Dlatego odtąd błog ten winien się nazywać złe uczynki dobrego chłopaka. I tak samo odwrotnie czytajcie motto u gory. Według oryginału, tak jak ś. p. ziom Goethe chciał, nie jak moja parafraza. Jekyll poszedł spać mówcie mi Hyde /wyrwany ze snu marsz bez protestu/przeciwników może być tysiące, a nie stu/ Ty tak nie stój/ przyłącz się wlacz/protestuj.../

A skurwysynom którzy mi w komentarzach grożą przesylam gorące spierdalaj.
Nie jestem takim leszczem na jakiego wyglądam. Mam jeszcze prawdziwych ziomow, którzy mi pomogą, gdyby mi sie coś stało. Bo ja im pomoglem. A wzajemnosc to podstawa w prawdziwej przyjaźni. Nie straszę tylko obiecuję. A nawet jedno i drugie. Więc nie podskakuj łaku, bo trafisz do piachu.

Właśnie idę na ślub jednego z ziomów /dygresja dla fajnych niuń: zajebiscie wygladam w garniaku.. choć dziś w niego się nie wbije, bo już nie zdąże - pociąg się spóźnił;)/.

Pozdro dla prawdziwych. Fałszywym - out /im więcej ludzi mnie w chuja zrobi tym będę mocniejszy, więc wchodzcie na ring, zapraszam/

P. S. "Śmiej sie śmiej zobaczysz jednak Twój śmiech urwie sie jak hejnał. Niech myśl tu jedna/ ogarnie dziś wszystkie umysły. Damy radę ręce swe do nieba wyslij..." /pozdro Zipera i WWO... A propos podobno Prosto zbankrutowało, choć nie wiem napewno, bo słyszałem z baaaardzo niepewnych źródeł. Jeśli to prawda to pozdrawiam chłopaków. Głowa do góry a runą runą przeciwnosci losu mury - wiem to z autopsji /wielkie yoł/.

Nara.... /fałszywym ludziom z tego blogu wara, bo spotka Was kara/i to od zaraz/to akcja-reakcja a nie marazm///

21 września 2007

Wlepki /

Cieszę się, że tak dużo osób zaczęło czytać mego art-bloga (na razie licznik strony będzie moją słodką tajemnicą). Jednak chciałbym, żeby czytało jeszcze więcej, dlatego poniżej zamieszczem projekt graficzny na "wlepki" w rozdzielczości 300 dpi, czyli dużej. Wystarczy wydrukować (aby zapisać kliknij prawym i wybierz zapisz element docelowy jako...) i rozpropagowywać mój art-blog metodą street-artu. Z góry thnx. Przysyłajcie mi zdjęcia Waszych wlepek na maila powyżej. Pozdro.