20 kwietnia 2008

Konflikty - reaktywacja

Doszły mnie słuchy, że Rahim chce nagrać odpowiedź na mój diss z tamtego roku. Nie wiem, czy dla zlewki czy mu się nudzi po prostu, ale podobno ma taki zamiar. Postanowiłem zatem zrezygnować z prezentu wigilijnego, w którym przestałem upubliczniać ów diss w geście pojednania - jest on znów dostępny na youtube tutaj Skoro chłopak chce odpowiadać to niech ma na co i gdzie. A jak!

Ponadto przesłuchałem kawałek Ostrego pt. Zamach na Ostrego... I albo to moje przerośnięte ego, wrodzona megalomania, albo niezawodna intuicja, ale mam wrażenie, że zainspirowałem chłopaka do napisania tego kawałka. Pozwolę sobie przytoczyć rozmowę w komentarzach tego bloga jaką toczyłem z osobą podpisującą się nickiem Ostrowski w listopadzie ubiegłego roku, a wnioski wyciągnijcie sami po przesłuchaniu najnowszego kawałka Adama:

Komentarze z posta datowanego na 22 listopada 2007:

ostrowski pisze...

Jeden z moich ziomkow doniosl mi ze probujesz walczyc z lodzka scena a nawet zdisowac moja ikone.

Radze ochlonac ziom i przemyslec wszystko raz jeszcze jak nie chcesz zostac przygnieciony ciezarem moich panczy.

Przyjdz na koncert, podbij jak cos masz do mnie i przekonamy sie ile jestes wart. Chociaz slyszac twoj dis na Raha wnioskuje ze niewiele.Aha wez przyprowadz tez kolegow ziom, niech beda swiadkami twojej kleski.

NemezisEgo pisze...

Do Ostr: No prosze jak plotki sie szybko rozchodza... Nie chce walczyc z lodzka scena, po prostu jestes jej krolem i kiedys ktos musi przejąć koronę ;) Ale nie mowmy o tym teraz. Za wczesnie na to... Poza tym to tylko plotka... Na razie nie mam zamiaru nikogo disowac, bo i tak nie uzyskuje odpowiedzi, wiec nie chce mi sie walczyc z wiatrakami... Pozdrawiam.

ostrowski pisze...

No to zes mnie wkurwil teraz. Odebrac mi korone? Czym? Tym twoim belkotem do mikrofonu a moze swoja dusza za 9 zloty? Modl sie zebym nie chcial czegos nagrac na ciebie bo cie zajebia gdziekolwiek bys sie nie pojawil.

Poza tym jaka plotka? Kurwa wierze swoim ziomom a nie jakims lamusom z bloga. Ziom mi mowi ze na forum rozprules sie ze chcesz mnie zdisowac. NO TO KURWA CZEKAM TCHORZU! DISUJ! BRAK CI JAJ WACKU? POTRAFISZ TYLKO PIERDOLIC NA FORUM? Zreszta chyba tak bo chowasz sie na jakims tajnym blogu.

Od dzisiaj Nemezisego bedzie dla mnie synonimem tchorza i typa z frajerem w ksywce.

Koncze. Masz fart ze nie mam w domu internetu i nieco wiecej czasu bo bylbys regularnie dojezdzany. NA TEO JESTES SPALONY LAMUSIE!

Dla takich jak ty pizd jest kawalek ziom za ziomem. Naucz sie go na pamiec frajerku i sluchaj na okraglo zawistna kurwo.

NemezisEgo pisze...

Uuu... jaka agresja. Wez na wstrzymanie.. Co, myslales ze wszyscy Cie kochaja? Coz jesli tak to musze Cie uswiadomic, ze zyles w iluzji.
Zeby sprawa jasna byla - pierwsza plyta Twa spoko, druga tez, trzecia... juz gorzej bo to samo wciaz, kolejne... i wciaz to samo. Ty wogole sie nie zmieniasz. Ciagle to samo, zero progresu. Kiedys lubilem Cie sluchac, ale ile mozna sluchac tego samego. Przyda Ci sie orzezwienie stylu. Poza tym powiedz co zrobiles dla lodzkiej sceny? Promujesz innych wykonawcow oprocz siebie? Dopiero ostatnio zaprosiles Zeusa do featuringu. A wczesniej? Zrobiles jakas skladanke z lodzkimi raperami, umozliwiles wybicie sie komus? (nie liczac Twoich ziokow z Afrontu)
Pilnujesz tylko tego bys sam blyszczal. Taka prawda. Nie jestem zawistny - pragne jednak sprawiedlwiosci i wypromowania prawdziwej lodzkiej sceny takiej jak niegdys VDMC, BHZ.
Zemsta Nemezis Cie dosiegnie niebawem. Ale jeszcze nie teraz. Teraz mozesz spac spokojnie. Poki co.

P. S. Poza tym ja tez wierze swoim ziomkom i kiedys podobno zle sie wypowiedziales na temat naszego nielegala z 1999 roku - Triada OTP - "Omne Trinum Perfektum". Ale tamta sprawa ulegla przedawnieniu. O co innego tym razem bedzie chodzic, bo ja juz nie jestem Neivil - ja jestem Nemezis, ktorego oswiecona vendetta dosiegnie wszystkich rapu grzesznikow zadufanych w sobie. Elo.

Noi jak myślicie, czy Nemezis był swego rodzaju natchnieniem, Muzą dla Ostrego przy powstaniu kawałka "Zamach na Ostrego"? Jest to prawdopodobne, co nie? Muszę powiedzieć Adam, że jeśli to prawda to zobacz jak twórczo działają konflikty... Nic personalnego. Jeśli bym cię zabił to zmartwychwstaniesz i o to w disach chodzi. Gorzej jeśli nie... Dlatego zamach ten jak każdy dobry (patrz 11 września w Stanach) musi być dobrze zaplanowany... Co nagle to po diable... albo wcale.
Pozdro.

17 kwietnia 2008

Deja vu teoria własna

Za każdym razem uczucie deja vu ma u mnie charakter metafizyczny, ba nawet przyprawia o dreszcz podniecenia. Rozmawiałem z wieloma osobami o tym i większość stwierdza, że deja vu widzą jako wrażenie, że to samo co w danej chwili się wydarza - wydarzyło się kiedyś. Natomiast ja widzę to inaczej, choć podobnie. Nie mam wrażenia, że wydarzyło się to kiedyś, tylko że kiedyś mi się to śniło. Ostatnio koleżanka też mi opowiedziała, że miała podobnie, a raz nawet opowiedziała przyjaciółce swój sen, który parę miesięcy później się wydarzył.

Jak widzicie odszedłem od medycznej teorii deja vu, która mówi, że obraz z jednego oka podczas tego zjawiska dochodzi z opóźnieniem niż obraz z drugiego, a co za tym idzie stąd wrażenie, że to co widzimy wydarzyło się kiedyś. No właśnie, wydarzyło, a nie śniło jak u niektórych...

Nie wiem też dlaczego, ale to uczucie zawsze kojarzy mi się to z kwestią przeznaczenia. Otóż za każdym razem zjawisku deja vu towarzyszy u mnie przeświadczenia, że tak miało być... Że idę po właściwej drodze przeznaczenia. To wszystko spowodowało, że wymyśliłem sobie własną teorię na temat deja vu, fikcyjną teorię, niepodpartą żadnymi badaniami.

Żeby ją jednak przedstawić najpierw należy przywołać opowieści ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną. Mówią oni, że przed śmiercią widzieli całe swoje życie w przyspieszonym tempie. Zacząłem się zatem zastanawiać do jakich wniosków można by dojść, jeśliby odwrócić tą sytuacje.

Może nie tylko przed śmiercią widzimy całe swoje życie... Może będąc płodem w łonie matki również... Może przez te 9 miesięcy widzimy swoją własną przyszłość, tą właściwą przyszłość. A zatem być może uczucie deja vu jest po prostu naszym wspomnieniem z łona matki. Wspomnieniem o przyszłości. Niezła korba. Ale kto wie, może i prawdziwa. A jeśli to hipnoza regresyjna i powrót we wspomnieniach do łona matki stałyby się otworem do przewidywania przyszłości.

Dużo uczuć deja vu życzę zatem. Mogą oznaczać, że coś wydarza się tak jak powinno... O cholera... ale mam deja vu pisząc to! Masakra.... :)
Pozdro.

13 kwietnia 2008

Pochwała T(v)ANDETY

Popularność w dzisiejszych czasach zyskują krety czytające pogodę, dziwki puszczające się w reality show, prezenterzy programów o showbiznesie, którzy robiąc wywiad z artystami sami stają się gwiazdkami. Tfu. Pluje na to jakem Nemezis.

Ktoś kiedyś napisał, że niebawem każdy będzie artystą. I to chyba zaczyna się spełniać. Tylko, żeby być artystą nie wystarczy pokazać mordę w tv, trzeba jeszcze mieć talenty. Więc tylko fragment tego się spełnia - teraz każdy może być popularny, ale na szczeście nie każdy artystą.

Co to za świat, żeby Zanussi musiał zniżać się do poziomu Dody-Elektrody, żeby przypomnieć o swoim istnieniu? Może i dobrze zrobił bo tępaki-fani tej pani o nim usłyszą, bo wcześniej jedynie Radka Majdana biografie znali na pamięć, a tym razem może poczytają też coś o Krzysiu, może nawet sięgną po genialne filmy (Iluminacja czy Barwy ochronne rulez)... Dziś Zanussi nie istniałby bez Dody i to jest w tym wszystkim żałosne. Gościa, który powinien być autorytetem, który zrobił genialne filmy nikt nie zna i nie chce poznać, bo nie był w reality show, nie zapowiadał pogody i nie nosi latexu (choć akurat w tej kwestii cholera go wie ;).

Dziś w mediach istnieją beztalencia. Prawdziwi artyści, sztukmistrze zeszli do podziemi. Ale wina nie leży tylko w mediach, ale też w owych artystach, którzy utrzymują podział sztuki wysokiej i niskiej. Dlatego respekt dla Zanu za próbę połączenia.

Idąc tym tropem tak się zastanawiałem dlaczego by nie zrobić Big Brother`a w innym wydaniu. Nie Big Brothera gwiazd, ale Big Brothera artystów z krwi i kości, albo z inteligencją polską... (np. filozof, teolog, psycholog, malarz itp.) a nie disco-polo frajerami, czy podrzędnymi aktorzynami... I myślę, że to mogłoby się sprawdzić, bo paradoksalnie tak naprawdę społeczeństwo ma dość mięśniaków-bokserów i z chęcią zasmakowali by czegoś nowego... Rozmów zamiast gołych dup o 23 (oj chyba jestem idealistą...)

Problem w tym, że inteligencja nie będzie chciała wziąć udziału w prymitywnym reality-show. Problem też w tym, że media myślą, że społeczeństwo nie chciałoby czegoś takiego oglądać. Ale przecież społeczeństwo ogląda to co serwuje im telewizja, nie odwrotnie, więc decydentom telewizyjnym brakuje po prostu jaj by zaryzykować. I tak kółko się zamyka. Prawdziwa twórczość będzie dla nielicznych, chłam dla mas.

Wkurwiają mnie też kabarety. Podrzędne beztalencia robią tam za aktorów, wdzięczą się, udają tfu nawet myślą, że "grają", a do pięt nie dorastają nawet młodym studentom choćby I-roku studiów wydziałów aktorskich w Polsce. Ale to oczywiście społeczeństwo im wybacza, bo przecież to kabaret... Hahaha... HAHAHA. I ubaw po pachy nawet jeśli widzimy, że gość Halamamalalasrala jest chujowy. Ale społeczeństwo wybacza, bo myśli, że to ekstremum talentu, myśli że media promują talent. Nie wie, że wcale tak nie jest, bo nie ma okazji zobaczyć choćby występów prawdziwych aktorów w tzw. piosence aktorskiej (ostatnio widziałem i koleś robił nawet bit-box). Gdyby media dały szanse społeczeństwu poznania prawdziwych ludzi z umiejętnościami, profesjonalistów, a nie amatorów z pewnością telewizyjne kabarety przestały by się cieszyć popularnością... przynajmniej kabarety w tym wydaniu. Kabarety lansujące amatorszczyznę aktorską...

Do cholery! Powinno być odwrotnie. To kabaret i reality show itd. powinien być w podziemiach jako sztuka niższa a nie odwrotnie!

Mam wrażenie, że dzisiejsza kultura odwróciła się o 180 stopni - stanęła na głowie.
Bo przecież kiedyś, w czasach np. Szekspira to teatr był uważany za sztukę bulwarową, dla plebsu. I wtedy inteligencja tam nie chodziła. A dziś? Dziś odwrotnie. Nikt z telewizyjniech maniaków nie chodzi bo kurwa myśli, że to nuda, że to relikt, że to sztuka wyższa, a on pragnie rozrywki a nie duchowych przeżyć... Ale przecież to gówno prawda - po prostu nikt nie zna współczesnego teatru, nie zna, bo musiałby ruszyć dupę, a Dode-Jole zna bo ma na wyciągnięcie pilota... Nikt też nie wie że teatr to frajda i że wcale nie ma w nim pseudointelektualnego zadęcia, a i bluzgi i seks się znajdą...

Ale ludzie o tym nie wiedzą, bo w mediach się tego nie mówi. Istnieje tylko to o czym się usłyszy i zobaczy w tv. Dopiero wtedy mamy świadomość istnienia czegokolwiek. Oczywiście o teatrze mówi się, ale w nadętych programach o kulturze, a nie w MTV (a często spektakle współczesne mają dużo z teledyskowych klimatów, tylko nikt o tym nie wie).

I np. taki wielce szanowny Kuba Wojewódzki czy Szymon "megatandetny" Majewski nie powiedzą w swoich programach choćby o teatrze właśnie... Bo wolą się skupić na tym co znane. Boją się czegoś innego. Boją się reklamodawców... O czym następny program? O teatrze... Co kurwa? Oj to wycofujemy reklamy, bo kto to będzie oglądał! A ja mogę powiedzieć, że wielu by oglądało! Niektórzy z ciekawości nowości, inni ze względu na to, że poznają dowiedzą się wreszcie i zdziwią, że to jest takie cool.. (ja np. widziałem kiedyś spektakl o trójce młodych ludzi co zarzucają pigułę...) To nie społeczeństwo powinno decydować o tym co ma być w tv. Społeczeństwo łyknie wszystko co im się odpowiednio opakuje, więc czemu opakowuje się tandetę w tandetę zamiast sztukę w tandetę (pod jej pozorem - dla zachęty)?

Ale kurcze, przecież tu nie chodzi o podział tego co wysokie i tego co niskie. Tu chodzi o podział tego co tandetne i tego co fajne. O podział tego co amatorskie i tego co profesjonalne!

Skoro byliśmy przy dwóch szołmenach, czas wspomnieć o jeszcze jednym, mianowicie Miśku Koterskim. No cóż powiem tak - dla jego tatusia respekt, ale tego zioma nie. On jedzie jedynie na fejmie starzuszka. Bo co on potrafi? Śpiewać? Buahahaha (patrz "Jak oni śpiewają?") Rymować? Buahahahaa (patrz "Pożycz mnie dwóch stów...") Może grać w filmach? Raczej występować, niż grać. On kurwa nic nie potrafi, może co najwyżej jarać weed w dużych ilościach (kupował kiedyś od mojego ziomka). Czemu zaistniał skoro nic nie potrafi? Bo ma styl. To fakt. Ale styl to nie talent. To nie sztuka. Nawet zwykła kurwa na Red Light District w Holandi oprócz stylu ma też talenty...

Styl zamiast umiejętności. Mięśnie zamiast mózgu. To nasza współczesna kultura. Wymuchanych manekinów, plastikowych lalek. Pewnie też dlatego telewizja komercyjna TVN nie zdecydowała się na kanał Kultura, tylko Style... Żałosne.

Może społeczeństwo woli beztalencia, bo lepiej może się z nimi zidentyfikować? Bardziej przypominają im siebie? Ale jak można być fanem beztalencia? Tego nie kumam. Fanem można być kogoś kogo się za coś szanuje. Nie za bycie i styl, ale za umiejętności... Bo ja osobiście nie chce znać nazwisk tandeciarzy, nic nieumiejących lamerów, które błyszczą w świetle reflektorów, tylko chce znać nazwiska ludzi utalentowanych - tych co potrafią śpiewać, tańczyć, pisać, co potrafią cokolwiek... Chcę mieć tych ludzi na wyciągnięcie pilota, a nie być zmuszonym chodzić do teatru czy kina...

Ale tak jest w każdym aspekcie kultury, bo przecież nawet w hip-hopie chłam typu Grupy Operacyjnej, Mezo, czy Verby zyskuje uznanie, a prawdziwy dobry rap jest w podziemiach, tak samo z każdą sztuką.

Mam nadzieje, że kogoś jeszcze to wkurwia i wreszcie weźmie się za zmienianie tego stanu rzeczy...

Co roku ze szkół artystycznych wychodzi mnóstwo utalentowanych osób. Aktorów, reżyserów, wokalistów, muzyków, tancerzy... Oni jednak nie istnieją. Nie ma ich w naszej świadomości. Dlaczego? Dlatego, że media to rzeczywistość. A to za oknem nie istnieje, istnieje tylko to co w pudle z kineskopem. A pudło to wspiera tandetę. I nie zmieni tego wymiana na plazmę...

Jeśli nie zobaczysz na TVN24, że pali się twój blok/dom, dowiesz się o tym dopiero jak staniesz w płomieniach. Ale wtedy będzie za późno, by wysłać im filmik z tego zdarzenia na "Kontakt24". Szkoda, bo wtedy byś zaistniał, nie? Proponuje byś się rozejrzał wokół, może unikniesz płomieni. Innymi słowy szukaj talentów, olej tandetę. Pozdro.

P. S. Polecam wywiad z Krzysztofem Majchrzakiem. Respekt dla tego zioma - http://film.onet.pl/0,0,1477313,1,596,artykul.html

17 marca 2008

Uśpienie

Pewnie zauważyliście, że mało wpisów pojawia się tu ostatnimi czasy. Należy Wam się zatem wpis wyjaśniający... Oto on:

Uśpienie.

Nicość.
Niebyt.
Pustka twórcza.
Wypalenie.
Gdybym używał maszyny do pisania wyrywałbym kartki jedna za drugą, zgniatał i wyrzucał za plecy, zamiast używania "backspace" i gapienia się w migającą kreskę, która chciała by pojawiły się za nią literki.
I trochę żałuję, że czas maszyn do pisania odszedł w zapomnienie. Przynajmniej wtedy widziałbym tą pustkę twórczą namacalnie w postaci porozrzucanych i pozgniecanych kartek papieru. A tak nawet nie mogę poczuć owej twórczej pustki, namacalnie dotknąć lub posmakować zapachu niezapisanego papieru...

Jest we mnie, więc czuje ją inaczej. Ona prostu to boli (znów ktoś powie, że to patos w komentarzu, ale taka prawda, niemożność tworzenia mnie boli, zżera od środka...)

Chciałbym być człowiekiem renesansu, jednak widać na coś się muszę zdecydować. Nie mogę jednocześnie rymować, pisać bajek, filozoficzno-grafomańskich przemyśleń i kręcić filmów.

A może po prostu mija mi zajawka na postać Nemezisa?
Bo kochani moi ten zamaskowany mściciel to postać, to przecież nie prawdziwy ja, choć wiele ma ze mnie... Może teraz czas zająć się prawdziwym mną kosztem tego alter ego jakim jest Nemezis... Może czas uśpić na moment Nemezisa, aż przyjdzie jego kolej...

A może potrzebuje kogoś kto da natchnienie?
Jakiejś istoty wietrznej... Ędward Ącki szuka żony versus Nemezis szuka Muzy... ;)

Póki co jednak chwilowo Nemezis zostanie uśpiony, niczym Wielki Przedwieczny z powieści Lovecrafta... Lecz strzeżcie się jego przebudzenia.

Nemezis will awake soon... very soon.

Postcriptum

No właśnie to nie jest długotrwałe uśpienie moi mili - niebawem przecież teledysk... fajny teledysk... Dziękuje mojej znajomej aktorce, że zgodziła się w nim zagrać (Monika - pozdro :)

Niebawem również rozwiązanie konkursu i powstanie antologii komiksu o bogini NEMEZIS i jej wysłannikach, choć strasznie mało prac przyszło do tej pory - wysyłajcie je do cholery!

Mam też nagrany kosior kawałek, który rozjebie Polską scenę hip-hopową w swoim czasie... Muszę jednak poczekać, aż znajdzie się hajs na kolejny teledysk... Lokalizacja już jest - kopalnia soli w Kłodawie... Będzie grubo! Sponsorzy mile widziani.

Także jak widzicie uśpienie Nemezisa jest chwilowe... Nie cieszcie się zbytnio... Mam mało czasu by zajmować się tą postacią, ale Nemezis wróci. Choć wielu z Was by nie chciało to wróci niebawem.
Mam nadzieje.
W końcu ona umiera ostatnia.
Elo.

11 marca 2008

Nie zawsze wysłuchane

.

Prosiłem o miłość...
Dostałem nieodwzajemnioną...

Prosiłem o pieśń radości w sercu...
Dostałem... lecz słyszę ją w mono...

Prosiłem o sławę...
Dostałem pięć minut tej w necie... wirtualnej.

Prosiłem o respekt...
Dostałem pogardę

Prosiłem o wiarę...
Dostałem zwątpienie

Prosiłem o śmierć...
Dostałem istnienie

Proszę o nadzieję
Umiera ostatnia


.

9 marca 2008

Wskrzeszenie

Dawno, dawno temu było sobie dziecko, które chodziło do kościoła, potrafiło klęczeć przy ołtarzu godzinami, gorąco modlić się, pacierze rano i wieczorem...

Dziecko wyrosło i tak jak przestało wierzyć w Świętego Mikołaja tak przestało wierzyć w bajkę jaką była wiara w Boga. Wydawało mu się, że z religii też się wyrasta. Ateizm go ogarnął, śmiał się z ludzi modlących, wierzących, nie szanował ich, wykpiwał. Mówił: tylko prości ludzie mogą wierzyć w Boga, pastuszkowie, prymitywy, ja jestem inteligenty, a człowiek inteligenty nie wierzy w bajki, twardo stąpa po ziemi. Jednak duchowa potrzeba dawała się we znaki - uwielbiał książki fantastyczne, wszystko co nierealne.

Pewnego razu doznał dziwnego uczucia. Przemożnej intuicji, czegoś w rodzaju myślenia deterministycznego, że to co spotyka go na drodze nie może być przypadkiem, że tak miało być. Zaczynał czuć co się wydarzy. Rzadko się mylił.

Kumulacje owego stanu doznał na Śląsku, gdzie czuł że to miejsce jest mu pisane, czuł że spędzi w nim więcej czasu... Czuł, że nie jest sam. Że jest z nim jakaś niebywała siła, która mu pomaga. Był pewien, że się dostanie na upragnione studia... To uczucie było równoznaczne z pychą, czuł że nie ma innej możliwości, że tak będzie. Niestety na początku okazało się, że gówno... lipa - nie przyjęli go... Nie mógł się z tym pogodzić. Ta intuicja była tak silna. To przeświadczenie tej siły będącej z nim. Wracał do domu, do Łodzi z myślą, że to co się wydarzyło jest niemożliwe, że przecież czuł inaczej, a rzadko czuje inaczej. Po powrocie poszedł spać. Nazajutrz obudził go telefon... Telefon mówiący, że jednak się pomylili. Że jednak dopuścili go do ostatniego etapu... Pojechał - przeszedł ten etap. Przyjęli go.

Tak miało być. Czuł to.

Ateiści powiedzą, że to siła sugestii. On jednak wie, że taki był plan po prostu...

Od tej pory znów zaczął wierzyć w transcendecję. W Boga.

Potem znów, niecały rok temu znów przestał wierzyć, znów uznał że to głupi przesąd. Upragnione studia nie dały mu szczęścia, bo nieumiejętnie je wykorzystywał. Ta samotnia bez Boga nie trwała jednak długo... Znów odzyskał wiarę, przejrzał na oczy, bo zrozumiał powołanie. Studia nie są ważne, ale dar tworzenia jaki ma... zrozumiał czemu ma tworzyć.
Został powołany jest do tego by w konsumcyjnym świecie kultu ciała głosić kult duchowości. Znów odzyskał wiarę, bez niej było ciężko, nie było sensu istnieć... Pustka.
Jednak Bóg ze swoich wakacji wrócił tym razem naznaczając go powołaniem... Wiarą w sens zmieniania świata... Wcześniej to on zaprzeczał jego istnieniu, tym razem to Bóg go opuścił, tylko po to by mógł zrozumieć...

Dwie przypowieści: niewidomy, któremu przywrócono wzrok... czy ta dzisiejsza: o Łazarzu, który został wskrzeszony...

Wiara jest łaską. Jest cudem. Nie każdy może go doznać, choć całe życie poszukuje. Ateizm nie jest czymś równym, co możemy wybrać w opozycji do wiary, nie jest na tej samej płaszczyźnie... gdyż jest na siłę zaprzeczaniem w istnienie sfery duchowej, nie pozwalaniem przyjęcia myśli istnienia Boga. Nieodczytywaniem znaków, jakie się dostaje. Zaprzeczaniem czegoś oczywistego. To ateizm jest iluzją... Nie odwrotnie. Ale by to zrozumieć potrzebny jest cud przywrócenia wzroku - wskrzeszenia...

Nie tylko teoria...

Kiedyś przeczytałem fragment książki pt. Modlitwa praktyczna. Szerzej o tym wspominam w rozmowie z ziomkiem, którą przytoczyłem w poście Rozmowa /czyli Maga z Kapłanem GGadka/
Jeśli modlisz się za kogoś w pociągu, kto jest smutny, po chwili widzisz lekki cień uśmiechu na twarzy. Modlitwa w intencji kogoś działa. Jeśli nie możemy komuś pomóc bezpośrednio zawsze możemy pomóc pośrednio - myśląc o nim/modląc się. Wielu z Was puknie się w głowę. Powie: "ten ziom oszalał".
I nie dziwię mu się, bo pewnie ja jakiś czas temu powiedziałbym to samo o osobie, która wygłasza takie poglądy.
Jednak zostałem wskrzeszony na nowo i już tak nie powiem... Doświadczyłem tego. Wiem na wielu przykładach, że to działa, bo modliłem się za wielu i widzę w nich zmianę. Teraz pewnie przemawia pycha przeze mnie. Chcę, rzec jedno jestem prochem marnym i w proch się obrócę, bo to nie dzięki mnie się zmienili, tylko oczywiście dzięki łasce Boga. Ja o nią jedynie prosiłem. Nie zawsze można być jednak wysłuchanym i trzeba to przyjąć w pokorze. Tym różni się modlitwa od magii. W jednej prosisz i wiesz, że nie musisz być wysłuchany. Nie od Ciebie to zależy, ale przyjmujesz to z pokorą. W drugim wypadku ty jesteś bogiem i wydaje ci się, że dzięki swojej mocy zmieniasz i jeśli się nie uda to do siebie masz pretensje (jednak w przypadku magii w istocie to nie jest twoja moc, tylko moc sił zła, które są niewidoczne, wmawiają ci że to dzięki tobie... Bo zło jest brakiem dobra, nawet jeśli początkowo wydaje się że jemu służy...) Zresztą w przypadku magii w większości wypadku nie czynisz tego dla drugiej osoby tylko dla siebie... Dla siebie żądasz...
Przestańcie myśleć tylko o sobie!
Módlcie się częściej za innych. Uwierzcie, że to może zadziałać. Modlitwa nie musi się objawiać w nudnej formułce znanej z kościółka - wystarczy, że po prostu pomyślicie o kimś ciepło. Powiecie, że chcecie by był szczęśliwy. Poprosicie o szczęście dla tej osoby u Siły Wyższej. Od tego zacznijcie a doznacie łaski. Pozdro.

8 marca 2008

Memory find

/post napisany pod wpływem/

Czasami jest tak, że pamięć zmusza do łez.
Nostalgia.
Sentyment.
Wracasz do jakiś miejsc i mówisz sobie: byłeś tu pare lat temu, dwa, trzy, rok... Dawno? Nie dawno niby, ale jakby cała wieczność... Byłeś tu... pamiętasz swój stan emocjonalny wtedy... Na nowo go przeżywasz... Będąc po raz kolejny w miejscu gdzie byłeś kiedyś chce Ci sie płakać... chcesz by było jak wtedy...
Ale to inny czas, to już inne miejsce...
To zderzenie wraz z wspomnieniami wyciska łzy... Krokodyle, może pterodaktyle... Nie cofniesz go. Nie pójdziesz na tą samą stacje, co niegdyś z kwiatkiem róży kupionym dla swojej ukochanej, ta stacja jest inna, ma nowe bankomaty, nowy wystrój, nie dasz już więcej kwiatka, a potem nie obejmiesz za ramię dziewczyny, słodkiego kwiata... pączka miłości, który nie chciał rozkwitnąć... Katowice to inne Katowice, niż wtedy gdy przyjeżdżała do ciebie... do mnie znaczy się.... to już inne miejsce inny czas.... ale będąc w tym miejscu, nowym miejscu nadal masz w pamięci tamto.... ale teraz czas biegnie szybciej... popęd seksualny wykorzystujesz w twórczości nie w realności... seks vs. tworzenie... masz w chuj pomysłów...
6.04 rano pociąg... jedziesz nim do tamtego sentymentów miejsca... czas biegnie szybko, bo masz mnóstwo pomysłów, które w zeszyscie w kratke spisujesz.
Wysiadasz na stacji... wspominasz...

Uwielbiam wspomnienia. One nas tworzą. Uświadamiają o naszym jestestwie. Musze zapalić... Zaraz wracam (sławetne zw w gg, elo...)

...

Tonę znów... Milion słów...

Każdy z nas pragnie szczęścia... Szczęście zawarte we wspomnieniach... Te które są piękne te wskrzeszamy... Na nową żyją... Mogą żyć dzięki miejscu w którym się narodziły... Tak jak teraz w miejscu gdzie w tej chwili piszę te słowa w pamięci mam nieziemski seks... co prawda wspomagany, bo po zielonych środkach quasi-halucynogennych, tzw. marihuany (czyli jak moja babcia mówiła: marihwany...)... był piękny tożsamy ze zjednoczeniem, tantrycznym seksem miłości jestestwem 9 lat temu.. go wspominam on we mnie żyje tu na Retkini...

Nostalgia... sentyment... wskrzeszanie wspomnień... to szukanie szczęściaktór, tego które było ale nagle (to po diable) się skończyło... wracanie do tego minionego... tego co już nie powróci...

To piękne uczucie... Aż rozpierdala wnetrze [:madmłałazel myślałem, że jesteś z Piaseczna a nie z wyższych sfer]....

Ale czy mamy żyć wspomnieniami?
Może trzeba nowe doznania kreować? Może będą piękniejsze?
Tylko czemu te z przeszłości są nadal takie fajne? Nic a nic się nie zmieniają?
Może czas by przestać monotonne, brzydalskie życie prowadzić, świńskie... może trzeba mieć lepsze wspomnienia? Jakaś mulatka... coś... kurwa.... co ja pierdole...

NON OMNIS MORIAR....

Ej...
Weź się w garść, masz dopiero 26 lat za 8 miesięcy nie całe (06.10)....
Co powiesz za 10 lat? Będziesz się śmiał, jak twoi (czyli moi) wnukowie w second life będą zlewać z tego first...
Więc nie pierdol...
Nie żyj wspomnieniami....
Żyj tym co będzie...
Staram się.
Za słabo.
Postaram lepiej.
Obiecuje.
Game over.

Downloading information...
Download copmlete.
Hurra.
Elo. I love you all. :*************************
Nie tylko wspomnienia.
Kocham co będzie.
Niech będzie cokolwiek...
Za dziesięc lat, będzie to nie cokolwiek, ale coś wypas.... Kwestia czasu. Elo...

/nie wiem co napisałem, tak naprawdę powyżej... prawdopodobnie miałem około 2 promili alkoholu we krwi... weźcie to pod uwagę czytając. Pozdro./


Yooooooooooooooooooooooł.

P. S. Ja szukam tej miłości dziiiiiś... szukam szukam... tej miłości dziiiś.... /Mes znajdź kurwa to ja też, elo!/

P. S. 2. O kurwa, ale chujowy ten post (hejting sam siebie rulez). Słuchajcie reasumując chodziło mi o magie wspomnień... uwielbiam je.... a Wy? Mam ich tysiące... całego internetu by nie starczyło gdybym chciał je przekazać więc wybaczcie... Poooooooooozdroooooooooooooooooo. /ale się najebałem.. - jak nigdy dotąd/

P. S. 3. Jeśli nie bedzie komemtarz odnośnie tego postu to prawdopodnie jak wytrzeźwieje zostanie on skasowany bo pierwszy raz piszę post tak bardzo najebany....