.
Prosiłem o miłość...
Dostałem nieodwzajemnioną...
Prosiłem o pieśń radości w sercu...
Dostałem... lecz słyszę ją w mono...
Prosiłem o sławę...
Dostałem pięć minut tej w necie... wirtualnej.
Prosiłem o respekt...
Dostałem pogardę
Prosiłem o wiarę...
Dostałem zwątpienie
Prosiłem o śmierć...
Dostałem istnienie
Proszę o nadzieję
Umiera ostatnia
.
11 marca 2008
Nie zawsze wysłuchane
Autor:
NemezisEgo
0
komentarze
9 marca 2008
Wskrzeszenie
Dawno, dawno temu było sobie dziecko, które chodziło do kościoła, potrafiło klęczeć przy ołtarzu godzinami, gorąco modlić się, pacierze rano i wieczorem...
Dziecko wyrosło i tak jak przestało wierzyć w Świętego Mikołaja tak przestało wierzyć w bajkę jaką była wiara w Boga. Wydawało mu się, że z religii też się wyrasta. Ateizm go ogarnął, śmiał się z ludzi modlących, wierzących, nie szanował ich, wykpiwał. Mówił: tylko prości ludzie mogą wierzyć w Boga, pastuszkowie, prymitywy, ja jestem inteligenty, a człowiek inteligenty nie wierzy w bajki, twardo stąpa po ziemi. Jednak duchowa potrzeba dawała się we znaki - uwielbiał książki fantastyczne, wszystko co nierealne.
Pewnego razu doznał dziwnego uczucia. Przemożnej intuicji, czegoś w rodzaju myślenia deterministycznego, że to co spotyka go na drodze nie może być przypadkiem, że tak miało być. Zaczynał czuć co się wydarzy. Rzadko się mylił.
Kumulacje owego stanu doznał na Śląsku, gdzie czuł że to miejsce jest mu pisane, czuł że spędzi w nim więcej czasu... Czuł, że nie jest sam. Że jest z nim jakaś niebywała siła, która mu pomaga. Był pewien, że się dostanie na upragnione studia... To uczucie było równoznaczne z pychą, czuł że nie ma innej możliwości, że tak będzie. Niestety na początku okazało się, że gówno... lipa - nie przyjęli go... Nie mógł się z tym pogodzić. Ta intuicja była tak silna. To przeświadczenie tej siły będącej z nim. Wracał do domu, do Łodzi z myślą, że to co się wydarzyło jest niemożliwe, że przecież czuł inaczej, a rzadko czuje inaczej. Po powrocie poszedł spać. Nazajutrz obudził go telefon... Telefon mówiący, że jednak się pomylili. Że jednak dopuścili go do ostatniego etapu... Pojechał - przeszedł ten etap. Przyjęli go.
Tak miało być. Czuł to.
Ateiści powiedzą, że to siła sugestii. On jednak wie, że taki był plan po prostu...
Od tej pory znów zaczął wierzyć w transcendecję. W Boga.
Potem znów, niecały rok temu znów przestał wierzyć, znów uznał że to głupi przesąd. Upragnione studia nie dały mu szczęścia, bo nieumiejętnie je wykorzystywał. Ta samotnia bez Boga nie trwała jednak długo... Znów odzyskał wiarę, przejrzał na oczy, bo zrozumiał powołanie. Studia nie są ważne, ale dar tworzenia jaki ma... zrozumiał czemu ma tworzyć.
Został powołany jest do tego by w konsumcyjnym świecie kultu ciała głosić kult duchowości. Znów odzyskał wiarę, bez niej było ciężko, nie było sensu istnieć... Pustka.
Jednak Bóg ze swoich wakacji wrócił tym razem naznaczając go powołaniem... Wiarą w sens zmieniania świata... Wcześniej to on zaprzeczał jego istnieniu, tym razem to Bóg go opuścił, tylko po to by mógł zrozumieć...
Dwie przypowieści: niewidomy, któremu przywrócono wzrok... czy ta dzisiejsza: o Łazarzu, który został wskrzeszony...
Wiara jest łaską. Jest cudem. Nie każdy może go doznać, choć całe życie poszukuje. Ateizm nie jest czymś równym, co możemy wybrać w opozycji do wiary, nie jest na tej samej płaszczyźnie... gdyż jest na siłę zaprzeczaniem w istnienie sfery duchowej, nie pozwalaniem przyjęcia myśli istnienia Boga. Nieodczytywaniem znaków, jakie się dostaje. Zaprzeczaniem czegoś oczywistego. To ateizm jest iluzją... Nie odwrotnie. Ale by to zrozumieć potrzebny jest cud przywrócenia wzroku - wskrzeszenia...
Nie tylko teoria...
Kiedyś przeczytałem fragment książki pt. Modlitwa praktyczna. Szerzej o tym wspominam w rozmowie z ziomkiem, którą przytoczyłem w poście Rozmowa /czyli Maga z Kapłanem GGadka/
Jeśli modlisz się za kogoś w pociągu, kto jest smutny, po chwili widzisz lekki cień uśmiechu na twarzy. Modlitwa w intencji kogoś działa. Jeśli nie możemy komuś pomóc bezpośrednio zawsze możemy pomóc pośrednio - myśląc o nim/modląc się. Wielu z Was puknie się w głowę. Powie: "ten ziom oszalał".
I nie dziwię mu się, bo pewnie ja jakiś czas temu powiedziałbym to samo o osobie, która wygłasza takie poglądy.
Jednak zostałem wskrzeszony na nowo i już tak nie powiem... Doświadczyłem tego. Wiem na wielu przykładach, że to działa, bo modliłem się za wielu i widzę w nich zmianę. Teraz pewnie przemawia pycha przeze mnie. Chcę, rzec jedno jestem prochem marnym i w proch się obrócę, bo to nie dzięki mnie się zmienili, tylko oczywiście dzięki łasce Boga. Ja o nią jedynie prosiłem. Nie zawsze można być jednak wysłuchanym i trzeba to przyjąć w pokorze. Tym różni się modlitwa od magii. W jednej prosisz i wiesz, że nie musisz być wysłuchany. Nie od Ciebie to zależy, ale przyjmujesz to z pokorą. W drugim wypadku ty jesteś bogiem i wydaje ci się, że dzięki swojej mocy zmieniasz i jeśli się nie uda to do siebie masz pretensje (jednak w przypadku magii w istocie to nie jest twoja moc, tylko moc sił zła, które są niewidoczne, wmawiają ci że to dzięki tobie... Bo zło jest brakiem dobra, nawet jeśli początkowo wydaje się że jemu służy...) Zresztą w przypadku magii w większości wypadku nie czynisz tego dla drugiej osoby tylko dla siebie... Dla siebie żądasz...
Przestańcie myśleć tylko o sobie!
Módlcie się częściej za innych. Uwierzcie, że to może zadziałać. Modlitwa nie musi się objawiać w nudnej formułce znanej z kościółka - wystarczy, że po prostu pomyślicie o kimś ciepło. Powiecie, że chcecie by był szczęśliwy. Poprosicie o szczęście dla tej osoby u Siły Wyższej. Od tego zacznijcie a doznacie łaski. Pozdro.
Autor:
NemezisEgo
0
komentarze
8 marca 2008
Memory find
/post napisany pod wpływem/
Czasami jest tak, że pamięć zmusza do łez.
Nostalgia.
Sentyment.
Wracasz do jakiś miejsc i mówisz sobie: byłeś tu pare lat temu, dwa, trzy, rok... Dawno? Nie dawno niby, ale jakby cała wieczność... Byłeś tu... pamiętasz swój stan emocjonalny wtedy... Na nowo go przeżywasz... Będąc po raz kolejny w miejscu gdzie byłeś kiedyś chce Ci sie płakać... chcesz by było jak wtedy...
Ale to inny czas, to już inne miejsce...
To zderzenie wraz z wspomnieniami wyciska łzy... Krokodyle, może pterodaktyle... Nie cofniesz go. Nie pójdziesz na tą samą stacje, co niegdyś z kwiatkiem róży kupionym dla swojej ukochanej, ta stacja jest inna, ma nowe bankomaty, nowy wystrój, nie dasz już więcej kwiatka, a potem nie obejmiesz za ramię dziewczyny, słodkiego kwiata... pączka miłości, który nie chciał rozkwitnąć... Katowice to inne Katowice, niż wtedy gdy przyjeżdżała do ciebie... do mnie znaczy się.... to już inne miejsce inny czas.... ale będąc w tym miejscu, nowym miejscu nadal masz w pamięci tamto.... ale teraz czas biegnie szybciej... popęd seksualny wykorzystujesz w twórczości nie w realności... seks vs. tworzenie... masz w chuj pomysłów...
6.04 rano pociąg... jedziesz nim do tamtego sentymentów miejsca... czas biegnie szybko, bo masz mnóstwo pomysłów, które w zeszyscie w kratke spisujesz.
Wysiadasz na stacji... wspominasz...
Uwielbiam wspomnienia. One nas tworzą. Uświadamiają o naszym jestestwie. Musze zapalić... Zaraz wracam (sławetne zw w gg, elo...)
...
Tonę znów... Milion słów...
Każdy z nas pragnie szczęścia... Szczęście zawarte we wspomnieniach... Te które są piękne te wskrzeszamy... Na nową żyją... Mogą żyć dzięki miejscu w którym się narodziły... Tak jak teraz w miejscu gdzie w tej chwili piszę te słowa w pamięci mam nieziemski seks... co prawda wspomagany, bo po zielonych środkach quasi-halucynogennych, tzw. marihuany (czyli jak moja babcia mówiła: marihwany...)... był piękny tożsamy ze zjednoczeniem, tantrycznym seksem miłości jestestwem 9 lat temu.. go wspominam on we mnie żyje tu na Retkini...
Nostalgia... sentyment... wskrzeszanie wspomnień... to szukanie szczęściaktór, tego które było ale nagle (to po diable) się skończyło... wracanie do tego minionego... tego co już nie powróci...
To piękne uczucie... Aż rozpierdala wnetrze [:madmłałazel myślałem, że jesteś z Piaseczna a nie z wyższych sfer]....
Ale czy mamy żyć wspomnieniami?
Może trzeba nowe doznania kreować? Może będą piękniejsze?
Tylko czemu te z przeszłości są nadal takie fajne? Nic a nic się nie zmieniają?
Może czas by przestać monotonne, brzydalskie życie prowadzić, świńskie... może trzeba mieć lepsze wspomnienia? Jakaś mulatka... coś... kurwa.... co ja pierdole...
NON OMNIS MORIAR....
Ej...
Weź się w garść, masz dopiero 26 lat za 8 miesięcy nie całe (06.10)....
Co powiesz za 10 lat? Będziesz się śmiał, jak twoi (czyli moi) wnukowie w second life będą zlewać z tego first...
Więc nie pierdol...
Nie żyj wspomnieniami....
Żyj tym co będzie...
Staram się.
Za słabo.
Postaram lepiej.
Obiecuje.
Game over.
Downloading information...
Download copmlete.
Hurra.
Elo. I love you all. :*************************
Nie tylko wspomnienia.
Kocham co będzie.
Niech będzie cokolwiek...
Za dziesięc lat, będzie to nie cokolwiek, ale coś wypas.... Kwestia czasu. Elo...
/nie wiem co napisałem, tak naprawdę powyżej... prawdopodobnie miałem około 2 promili alkoholu we krwi... weźcie to pod uwagę czytając. Pozdro./
Yooooooooooooooooooooooł.
P. S. Ja szukam tej miłości dziiiiiś... szukam szukam... tej miłości dziiiś.... /Mes znajdź kurwa to ja też, elo!/
P. S. 2. O kurwa, ale chujowy ten post (hejting sam siebie rulez). Słuchajcie reasumując chodziło mi o magie wspomnień... uwielbiam je.... a Wy? Mam ich tysiące... całego internetu by nie starczyło gdybym chciał je przekazać więc wybaczcie... Poooooooooozdroooooooooooooooooo. /ale się najebałem.. - jak nigdy dotąd/
P. S. 3. Jeśli nie bedzie komemtarz odnośnie tego postu to prawdopodnie jak wytrzeźwieje zostanie on skasowany bo pierwszy raz piszę post tak bardzo najebany....
Autor:
NemezisEgo
5
komentarze
14 lutego 2008
Wszyscy jesteśmy pieprznięci!
Wielu twierdzi z Was, że jestem szalony. Nie ubliża mi to. Ba, mogę nawet w jakimś stopniu przyznać Wam rację! Bo normalność jest nudna!
Ludzie szaleni podchodzą pod tą samą klasyfikację co geniusze. Ani jedni ani drudzy nie są przeciętni, a zatem "normalni". Ale czy normalność istnieje? Przecież to kwestia subiektywna. Dla jednego koleś, który nigdy nie przejdzie na czerwonym jest nienormalny, dla tego co nie przechodzi wręcz odwrotnie. Jak mawia Sokół na najnowszej płycie: "Może patrzysz na kurwę, myślisz to kurwa, sam jesteś kurwą dla kogoś tam..."
Każdy twórca jest nienormalny. Mit twórcy-szaleńca od lat istnieje w kulturze. Weźmy cały Romantyzm i twórcze szaleństwo poety, czy postać Williama Blake`a, który swoje wizje religijne, które przelewał na płótno. Nie mówiąc o obrazach Witkacego, które malował pod wpływem środków odurzających by móc uchwycić, dotknąć "nienormalności".
Poza tym ludzie, którzy zaczynają tworzyć robią to z potrzeby wewnętrznej, po to właśnie by nie zwariować, sztuka staje się dla nich katharsis od zaburzeń emocjonalnych, tożsamościowych, czy innego gówna (polecam filmy dokumentalne autobiograficzne typu Tarnation, czy Takiego pięknego syna urodziłam). Twórczość pomaga pokonać szaleństwo, i dzięki niemu istnieje - ta zależność splata się nawzajem (natchnienie, wena, szał tworzenia)... Jakiś psycholog kiedyś po wydaniu pierwszej lub drugiej płyty Eminema powiedział, że jeśli ten koleś by nie nagrywał płyt to prawdopodobnie by w końcu kogoś zabił (albo siebie).
Nie mówiąc o tym, że istnieje teoria iż Bóg przejawia cechy szaleństwa: ze względu na dwoistość - Jego miłość i jednocześnie Jego gniew...
Kończę by móc zamieścić to tuż przed północą, gdyż dzisiaj dzień św. Walentego - patrona ludzi chorych na epilepsję, umysłowo, opętanych, oraz zakochanych... No właśnie a czy miłość to też nie pewna odmiana szaleństwa? I to jaka przyjemna! A zatem szaleństwa życzę! Tego przyjemnego a przede wszystkim twórczego. Pozdro.
Autor:
NemezisEgo
0
komentarze
12 lutego 2008
Molesta Ewenement - relacja z koncertu + wywiad
Zanim przejdziemy do materiału z tytułu posta kilka słów wyjaśnienia.
Wszystko się zmienia, idzie do przodu, nic nie stoi w miejscu. Miałem zajawkę na autorską audycję hip-hopową, ale wszystkiego nie można się chwytać. Z czegoś trzeba zrezygnować jeśli ma się niewiele czasu.
Od dziś zaczynam współpracować z radiami jako wolny strzelec. I tak np. mój wywiad z Mesem poleci na falach eteru Radia Pogoda w audycji Rap Klimat (świetna audycja zresztą prowadzona od lat przez Sebastiana Korkosza, konkret znawcę rapu kiedyś znana jako "Styl wolny", gdy radio znane było pod nazwą Classic - prawdziwi łódzcy gracze wiedzą o czym mówię). Dlatego też fragment tego wywiadu z 247, który był na blogu znika (pełna niepocięta wersja wywiadu na tajnym blogu)
Po tych słowach wyjaśnień przejdźmy do konkretów.
Zapraszam Was na relacje z koncertu, który odbył się 27 października 2007 w klubie Funaberia 2 w Łodzi, oraz wywiad jaki przeprowadziłem na backstage`u z Vieniem i Włodim (a wcześniej z reprezentantem składu Rap-Team). Materiał ten uległ przedawnieniu (nie z mojej winy), dlatego w radiu już nie poleci za co przepraszam wszystkich, którzy na niego czekali (w tym chłopaków z Rap-Team oraz oczywiście samą Molestę - choć akurat wątpię, że oni czekali). Ponieważ jednak jest konkret to poleci tu - na konkret blogu ;) Sprawdźcie to:
Autor:
NemezisEgo
9
komentarze
8 lutego 2008
To jest prawidziwy rap
[TU BYŁ FILMIK]
Z powodu pewnej wczorajszej akcji z psami, jestem zmuszony przerzucić ten filmik na tajny blog.
Zasady wejścia poniżej. Poozdro. I ciii.
Autor:
NemezisEgo
8
komentarze
6 lutego 2008
Wyrzeczenia
Dziś w religii chrześcijańskiej zaczyna się post. W okresie tego czasu wyrzeczenie się pewnych rzeczy doczesnych jest największą cnotą. Co ciekawe w wielu innych religiach również: i tak w buddyzmie - niszczenie ego i własnego ja to nic innego jak rezygnowanie ze świadomości bycia, a co za tym idzie z potrzeb i pragnień, a w Islamie cierpienie fizyczne nawet zbliża do Allaha. Nie mówiąc o tym, że w filozofii epikurejskiej czyli tej znanej z hasła "chwytaj dzien" nie chodziło wcale o chwytanie dnia w sposób doczesny, a czerpanie przyjemności rozumiane było ze stanem ducha, kontemplacją piękna, a nie fizycznym wyżyciem się. Gdyż krótkotrwałe przyjemności mogły prowadzić do fatalnych skutków i długiego cierpienia (np. seks = choroba weneryczna), które to było odrzucane przez epikurejczyków jako wartość negatywna (w opozycji do chrześcijaństwa, czy islamu, gdzie cierpienie umacnia i jest cnotą)
A zatem według większości religii powinniśmy wyrzekać się tego co najbardziej pragniemy, uciech, zabaw, całej cielesności... (w przeciwieństwie do satanizmu, czy nietzcheanizmu mówiących, że uleganie instynktom prowadzi do bycia nadczłowiekiem)
Idąc tym tropem można stwierdzić, że uciechy są doczesne, a powinno liczyć się to co wieczne. Możemy być bogami za życia - przez moment, lub po śmierci na wieczność...
W całej teorii postu jednak bzdurą jest kwestia niejedzenia mięsa w piątki czy nieimprezowania. To tylko symbol by rezygnować z potrzeb ciała na rzecz potrzeb ducha - ciało to larwa dusza motylem.
Powyższe myśli jednak zostały odsunięte na dalszy tor w naszym konsumpcyjnym świecie. W dzisiejszej kulturze to ciało jest czymś najbardziej istotnym - rozmaite kremy do ciała, szamopony do włosów, operacje plastyczne. Ulegamy tej iluzji myśląc, że dzięki kultowi ciała możemy osiągnąć szczęście... Kupując Nivea nie kupimy nieśmiertelności, co najwyżej odsuniemy wygląd śmierci na twarzach naszych.
Potańczyć, najebać się, poruchać. To główne cele spędzenia wolnego czasu. Nic dla ducha, wszystko dla ciała.
Kiedyś picie wina służyło komunikacji z bogami. Stan transu był stanem boskim, jak w przypadku obchodów ku czci Dionizosa w starożytnej Grecji. Dziś to jedynie lekarstwo na smutki.
Uprawianie seksu tantrycznego prowadziło do komunikacji z rzeczywistością pozamaterialną - duchową - wielu podczas orgazmów doznawało stanu wychodzenia z ciała będąc przez moment w zaświatach... Dziś to tylko stan krótkotrwałej ekstazy ciał (nie ducha)...
Doznając jedynie uciech fizycznych na chwilę jesteśmy szczęśliwi. To prawda, jednak potem ból istnienia znów dopada chwyta za gardło. Może to dusza, która została zaniedbana i upomina o swoje...
Może zatem rzeczywiście powinniśmy pomyśleć o tym, że wyrzekanie się cielesności jest czymś fajnym. Ćwiczeniem woli. Ćwiczeniem ducha.
Może nie powinno się liczyć ile kobiet się w swoim życiu przeleciało, ale ile razy udało się opanować ów instynkt... Bo przecież opanowanie tkwiącej w nas zwierzęcości to jest dopiero hardcore... to jest bycie macho - a nie odwrotnie...
Może życie doczesne nie jest końcem i nie należy przejmować się za bardzo popędami skorupy trwającej przez te mgnienie istnienia (a potem gnijącej w ziemi) bo tkwi w niej nieśmiertelna dusza, i to ona ma znaczenie.
P. S. Oczywiście w tym wyrzekaniu się nie popadajmy w skrajności, bo przecież zarówno ciało jak i dusza póki co są nierozerwalnie ze sobą związane - oddziaływują na siebie, przenikają się... Kiedy jedno słabnie, drugie również... Dobrze jest zatem zachować między nimi równowagę. Dbać o obie w tym samym stopniu. Elo.
Autor:
NemezisEgo
3
komentarze
